Listy z Dolomitów – CZYLI WŁOSKIE KALORIE

Listy z Dolomitów – CZYLI WŁOSKIE KALORIE

Rano pijam kawę i tutaj jest tak samo. Włosi są mistrzami przygotowywania kawy. Na stoku często zamawiam espresso, czasem macchiato czyli espresso z kleksem mleka, a gdy dostępne jest mleko roślinne wybieram cappuccino di soia. Gdy jest słońce wychodzę z kawą na zewnątrz i dodatkowo delektuję się widokami. Zdarza się, że rano „przemówi do mnie” tiramisu albo strudel z jabłkami. Wtedy mam ucztę zamiast śniadania. Miesiące pobytu tutaj sprawiły, że dosyć płynnie poruszamy się pomiędzy miejscami, w których dobrze gotują. Niektórych właścicieli poznaliśmy i chętnie do tych miejsc wracamy. Spaghetti aglio olio? uwielbiam to połączenie czosnku i oliwy. Jestem także fanką canederli allo speck e funghi czyli pierogów z włoską wędzoną szynką i grzybami. Na stoku jemy „u dziadka”, „u pani”, „u babci”, „u Polki”, „u dziewczyn” takie skróty nadaliśmy miejscom, gdzie nam smakowało śniadanie lub lunch i utrzymujemy je do dzisiaj. Wieczór jest czasem restauracyjnych biesiad, którymi niezmiennie się zachwycam. Sprzedam parę tip’ów. W Pizza Winkler w Pozza di Fassa u Adriano i Antonelli świetnym wyborem jest pizza pieróg z karczochem i szynką prosciutto cotto, oczywiście pozostałe smaki, które oferują też polecam. W Restauracji Rezia w Vigo di Fassa u Florina i Eleny wyborna przystawka to flan z ośmiornicy i ziemniaków a danie główne plastry z jelenia z borowikami, przyprawiane czosnkiem i rozmarynem podane z pieczonymi ziemniakami to mój numer jeden. Gdy mija druga godzina kolacji to z przyjemnością patrzę jak przy stolikach obok Włosi wybierają dolci (desery), popularne są gelati czyli lody. Moim odkryciem jest semifreddo czyli mrożone żółtka z cukrem i śmietaną z dodatkiem ciasteczek amaretto. Nie spotkałam tego deseru nigdzie poza Trentino, jest delikatniejszy od lodów i bardzo słodki. Zgodnie z...
Listy z Dolomitów – SCI DI FONDO czyli NARTY BIEGOWE

Listy z Dolomitów – SCI DI FONDO czyli NARTY BIEGOWE

Wszystko zaczęło się od Justyny Kowalczyk, pamiętasz jak wygrała Igrzyska Olimpijskie w Vancouver 2010 roku? I Puchar Świata trzy razy z rzędu? I Tour de Ski? W każdym razie pomysł kupna nart biegowych zrodził się, gdy Justyna jako polska biegaczka narciarska osiągała znakomite a wręcz niesamowite rezultaty. Jeździliśmy z biegówkami do pobliskich lasów i tam na ścieżkach sunęliśmy, najpierw Adam a potem, już po wyżłobionych przez niego śladach, ja. Czasem robiliśmy pętlę a czasem zawrotki, w każdym razie staraliśmy się wykorzystywać własne zrobione ślady wielokrotnie. Potem był stopień wyżej, braliśmy narty biegowe i narty zjazdowe do Lofer w Austrii. Tam wokół tras narciarskich były także trasy biegówkowe. To był pierwszy zachwyt bieganiem wśród gór, ze słońcem jako towarzyszem. Pamiętam jedną z zim, kiedy mieszkaliśmy w górskiej chacie na górze i po przyjeździe skuterem przez trzy dni była taka mgła, że nie działały wyciągi. Co było robić? wpinaliśmy narty biegowe i wystarczyło znaleźć początek trasy biegowej by zrobić parę pętelek. Tak to bez widoków ale w ruchu doczekaliśmy słonecznych dni. Pięć lat temu nastał czas naszych zim w Dolomitach i otworzyła się zupełnie nowa jakość. Najbardziej znany jest długodystansowy bieg narciarski Marcialonga. Rozgrywa się co roku w ostatnią niedzielę stycznia. Trasa prowadzi przez dolinę Val di Fassa i Val di Fiemme na dystansie 70. i 45. kilometrów. Pierwsza edycja rozegrała się w 1971 roku, czyli pięćdziesiąt lat temu. Zjeżdżają się narciarze z całego świata a ja z radością czyli okrzykami na ustach im kibicuję, bo spędzam zawsze kilka godzin przy trasie. Po co? Otóż w samym środku Pozza di Fassa na kilka godzin zamyka się ruch samochodowy, główną ulicą prowadzi...
Listy z Dolomitów – ZATYKAJĄCE PIĘKNO

Listy z Dolomitów – ZATYKAJĄCE PIĘKNO

Catinaccio  to niewielki i jeden z moich ulubionych ośrodków narciarskich. Wjechać tam można na dwa sposoby, kolejką linową z Vigo di Fassa lub krzesełkami z Perra di Fassa. Zdecydowanie wybieram najczęściej wyciąg krzesełkowy, bo to przeszło 10 minut jazdy najpierw wśród choinek a wyżej z cudownym odsłaniającym się kolejno widokiem na Larsec, Vajolet i Catinaccio Rosengarten. Przy słonecznej pogodzie pasmo gór odcina się mocno kontrastowo. Jasnobeżowy kolor szczytów na tle lazurowego nieba, wyobrażasz to sobie? Za każdym razem, gdy tam jestem próbuję dostrzec w tym „ogrodzie różanym” poszczególne kwiaty i jestem nimi zachwycona. Trudno mi uwierzyć, że powstały z rafy koralowej miliony lat temu, choć może dlatego są tak wyjątkowo piękne? Tak niepowtarzalne? Gdy jest świeżo po opadach śniegu płaskie kawałki gór są ośnieżone przez co przypominają mi świąteczne babki przyprószone cukrem pudrem. Trasy tutaj do wyboru, najłatwiejsze niebieskie, potem czerwone i najtrudniejsza czarna nosi nazwę Alberto Tomba. Włoch, trzykrotny mistrz olimpijski więc choć  trasa krótka to rzeczywiście jak przystało na wysoki poziom jest to „pista per sciatori esperti”, czyli dla tych, którzy już z niejednej góry zjechali. Zaletą jej jest to, że rzadko mijam na niej innych narciarzy. Tutaj sporo narciarzy stawia pierwsze kroki więc zdecydowanie wygrywają tu trasy niebieskie. Od czasu do czasu zostawiamy narty i wybieramy się na pieszą wycieczkę by być jeszcze bliżej gór ogrodu różanego. Dolina Gardeccia pozwala wolnym tempem dojść do celu w niecałe dwie godziny spaceru w przepięknej zimowej scenerii. My często idziemy z kolejki krzesełkowej lasem, ja mam dużą radość w rozpoznawaniu sosny limby, która jest używana do produkcji znanej tu i znakomitej w smaku grappa al cirmolo. Czasem wącham szyszki i gałęzie, które pozrzucał wiatr i...
Listy z Dolomitów – WŁOSKA POGODA CZYLI JAKA?

Listy z Dolomitów – WŁOSKA POGODA CZYLI JAKA?

Włoska czyli słoneczna. To prawie synonim. Zdarzają się nam jednak inne dni a nawet tygodnie. Chmury nisko, że ręką można dotknąć. Gór nie widać. A jak chmury nisko to i śnieg. Kilka dni padającego śniegu, frajda jakiej z dzieciństwa nie pamiętam. Wszystko wkoło zalane  niczym białym wykipiałym mlekiem. Co robimy w śnieżycy? Idziemy na narty ale na krótszy czas. Ubieram trzy warstwy bielizny termicznej z merynosem, pozwala mi to wytrzymać około trzech godzin. Gore-tex sprawia, że kurtka, spodnie i rękawiczki są wodoodporne, więc od środka jestem zawsze sucha. Wyzwaniem jest wjazd otwartymi kanapami i potem śmiganie w dół, bo mocno padający śnieg topi się na mnie i moczy zewnętrzną warstwę odzieży. Kanapy są wygodne bo nie odpina się nart tylko do nich podjeżdża, ale wyobrażasz sobie na jakiej warstwie śniegu przychodzi w śnieżycy usiąść?.  Czasem kanapy są składane więc wtedy są bardziej zalodzone niż zasypane, bo obsługa otwiera siedzisko tuż przed wsiadającymi. Luksusem są kanapy z osłonami, na warunki śniegowe i wiatr najlepsze, podjeżdżasz, siadasz, ściągasz kopułę i fiu! jedziesz. Gdy kopuła zapadana albo zamarznięta nic nie widzisz, zostaje tylko na koniec wjazdu wysiąść na czas. Czy zdarzyło się nam nie wysiąść? Tak, dawno temu, gdy wjeżdżaliśmy rodzinnie kanapą. Na samej górze, otwieramy uchwyt, spuszczamy nogi i nagle wszyscy leżymy. Kolejka została zatrzymana a my się zbieraliśmy aby szybko przejść na bok i nie przeszkadzać innym. Do dzisiaj nie wiemy dokładnie co się stało, prawdopodobnie zeskoczyliśmy za szybko  z kanapy, która uderzyła nas w nogi od tyłu. Zasadą jest spokojnie postawić nogi na ziemi i unieść tułów a wtedy zjazd na nartach odbywa się płynnie sam. Co jeszcze pozwala...
Listy z Dolomitów – CO Z TYM ŚNIEGIEM?

Listy z Dolomitów – CO Z TYM ŚNIEGIEM?

Zawsze gdy widzę tu choinki zasypane śniegiem przypomina mi się historia rodzinna. Dawno temu na choince w naszym domu wisiały bombki zrobione przez nas. Robione z „wycinanek”, czyli kolorowego papieru. Robiliśmy także łańcuch, czyli żmudnie kleiliśmy kółko do kółka, aż długość łańcucha była wystarczająca. Nie miał się zaplątać ale miał być długi na tyle, aby wiele razy opleść choinkę. Wtedy w dzieciństwie chcieliśmy mieć na choince śnieg. Z czego go robiliśmy? z waty. Pamiętam choinkę u cioci, miała na sobie długie paski waty na gałęziach. Kto tak stroi choinkę? – pomyślałam – Łe fuj, to nie jest strojenie tylko obrzydzanie choinki. W tamtym roku u siebie zrobiłam kilkanaście kulek z waty i obrzuciłam nimi naszą choinkę. Tak wtedy wyobrażałam sobie padający śnieg. Jak to się łączy z Dolomitami? otóż za każdym razem, gdy przyjeżdżamy tutaj i widzę choinki zasypane śniegiem wraca do mnie choinka z dzieciństwa. Śnieg niczym tamta wata u cioci przykrywa gałęzie. Kompletnie całe. Mój kanon piękna uległ zmianie. Uśmiecham się do wspomnień. Do swoich kulek śnieżnych z dzieciństwa. Teraz fotografuję bez opamiętania choinki wkoło mnie. W zimowej odsłonie każda kolejna wydaje się piękniejsza od...